<title_newspaper="Sztandar Modych"> 
<title_article="Sia ycia"> 
<author_1=Tadeusz Al. Jasiski> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="07">
<date=1952-07-31>
 <period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Nocna zmiana dobiegaa koca. Zbliaa si godzina 6. Za trzy dni zduska cukrownia miaa skoczy kampani. Trzeba byo przeprowadzi konserwacj maszyn i kotw, aby nie zniszczay do nastpnego roku. Gdy zaryczaa syrena, Stasiek popuka jeszcze motkiem kilka razy w cian ogromnego kota i z wysikiem przy pomocy kolegi wypez z niego. Spieszy si bardzo. Pocig ze Zdun do Krotoszyna odchodzi za pitnacie minut. Szybko umy si i pobieg najkrtsz drog ku stacji. Do pracy dojeda. Mieszka a w Lutogniewie za Krotoszynem. Spieszy do matki. Po przespaniu si mia pomc przy mceniu.
Z daleka ju sysza nadjedajcy wrocawski pocig. Stasiek przeskoczy pot stacyjny, moe jeszcze zdy. Peron ju blisko. Parowz wypuszcza z siebie biae kby pary i parska jak mody ko, wprawdzie troch zmczony biegiem, ale majcy w sobie dosy energii, aby znowu pobiec i bryka. Ruszy wolno, powanie, parskanie stawao si coraz krtsze i czstsze. Stasiek wbieg ju na peron. nieg grudniowy skrzypia mu pod nogami. Musi zdy, za wszelk cen zdy. Nastpny pocig jest dopiero za kilka godzin. Pocig jecha jeszcze dosy wolno. Przedostatni wagon przejeda koo niego. Zapa si szybko za uchwyt wagonu i skoczy na stopie. Po oszronionym stopniu nogi polizgny si jak po lodzie. Stasiek zawis rkami na uchwycie. Nogi czogay si przez krtk chwilk po ostatnich metrach na szczcie niskiego peronu. Ogromnym wysikiem podcign si na omdlewajcych ju rkach i jedn nog udao mu si stan znowu na stopniu. Chwila ulgi. Jest uratowany. A mogo... Lekkomylny gani si w mylach, jednak niezupenie szczerze... Pragn teraz tylko stan silniej na stopniu, podcign drug nog i dobrn do drzwi. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
